Wracając z "zesłania" (kolejny raz w Cardonach - 260 km i 4 godziny drogi od domu), uzbrojony w aparat wypatrywałem ciekawych ujęć... Po całym dniu opadów wyjrzało słoneczko i rozbudziło apetyt na "pstrykanie". Wieczór zapowiadał się owocnie. Zatrzymałem się przed Sligo i rozpocząłem łowy:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz